Złość ma złą reputację. Bo najczęściej widzimy ją wtedy, gdy zalewa.
Ale istnieją dwa zupełnie różne rodzaje złości. Złość zalewowa:
– nie ma granic,
– krąży w kółko,
– domaga się winnych,
– podtrzymuje napięcie,
– zabiera energię i czas.
To jej boimy się najbardziej. Ale jest też złość regulująca. To ta, która:
– pojawia się w odpowiedzi na przekroczenie,
– pomaga postawić granicę,
– pozwala odzyskać siebie,
– po wyrażeniu… opada.
Złość regulująca nie chce wojny. Ona chce domknięcia.
W „Złodziejach Światła” emocje nie są pokazywane po to, by je karmić.
Są pokazane po to, by:
– zobaczyć mechanizm,
– nazwać doświadczenie,
– i nie nieść go dalej w ciele i relacjach.
To nie jest książka o tym, jacy inni byli źli. To książka o tym, jak przestać oddawać im swoje życie.
A ostatni rozdział mówi o wdzięczności. Nie tej naiwnej. Tylko tej, która rodzi się po integracji.
Bo kiedy emocja zostaje przeżyta, nie musi już rządzić teraźniejszością.
To jest różnica.
