Był taki moment w moim życiu, kiedy wierzyłam, że mogę pomóc każdemu.
Wystarczyło, że ktoś się otworzył.
Wystarczyło jedno zdanie, jedno „nie radzę sobie”, jedno „jest mi ciężko”…
I ja już wiedziałam.
Już miałam rozwiązanie.
Już czułam, że mogę coś naprawić.
Już wchodziłam.
Nie pytając, czy ktoś mnie o to poprosił.
Nie sprawdzając, czy ktoś jest gotowy.
Po prostu… wchodziłam.
Dziś widzę to zupełnie inaczej.
To nie była tylko chęć pomocy.
To był schemat.
Schemat, który przez lata wydawał mi się czymś dobrym, szlachetnym, potrzebnym.
A tak naprawdę był bardzo subtelną formą przekraczania granic — swoich i cudzych.
Bo kiedy ktoś przychodzi i dzieli się swoim bólem,
to nie zawsze znaczy, że chce być „naprawiony”.
Czasem chce tylko być wysłuchany.
Czasem chce pobyć w tym, co czuje.
Czasem jeszcze nie jest gotowy na zmianę.
A ja przez długi czas nie umiałam tego zobaczyć.
Byłam szybka.
Za szybka.
Z odpowiedzią.
Z rozwiązaniem.
Z kierunkiem.
I dopiero po latach zaczęłam rozumieć, że to „pomaganie” miało też swoją cenę.
Zmęczenie.
Przeciążenie.
Rozczarowania.
I momenty, w których słyszałam, że ktoś „nie poczuł”, „nie zadziałało”, „to nie to”.
Dziś wiem, dlaczego.
Bo nie można zrobić procesu za drugiego człowieka.
Nie można go przyspieszyć na siłę.
Nie można wejść tam, gdzie ktoś jeszcze nie stoi.
I nie można wziąć odpowiedzialności za coś, co nigdy do nas nie należało.
Najtrudniejszym momentem nie było przestać pomagać.
Najtrudniejszym momentem było zobaczyć,
że w tym pomaganiu było też coś mojego.
Moje przekonania.
Moje programy.
Moja potrzeba bycia potrzebną.
Dziś robię to inaczej.
Nie wchodzę, dopóki ktoś mnie o to nie poprosi.
Nie prowadzę tam, gdzie ktoś jeszcze nie chce iść.
Nie naprawiam.
Towarzyszę.
I to zmienia wszystko.
Bo prawdziwa zmiana zaczyna się nie wtedy, kiedy ktoś nam coś powie, pokaże czy wytłumaczy.
Tylko wtedy, kiedy my sami jesteśmy gotowi ją zobaczyć.
I wziąć za nią odpowiedzialność.
🌿
Jeśli ten fragment coś w Tobie porusza, to znaczy, że jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym warto się zatrzymać.
Więcej takich historii i procesów znajdziesz w mojej książce „Złodzieje Światła. Droga od iluzji do Źródła”.
To nie jest książka o naprawianiu.
To jest książka o zobaczeniu.
