Przejdź do treści
Strona główna » Złodziejskie poniedziałki » Empatia to nie słabość. To zdolność widzenia więcej

Empatia to nie słabość. To zdolność widzenia więcej

Przez lata wmawiano osobom empatycznym, że są „za miękkie”.
Że za bardzo czują.
Że dają się wykorzystywać.
Że gdyby były silniejsze, nie wchodziłyby w trudne relacje.
To wygodna narracja.
Bo zdejmuje odpowiedzialność z tych, którzy przekraczają granice i przerzuca ją na tych, którzy próbują rozumieć. A prawda jest zupełnie inna.
Empatia nie sprawia, że nie widzisz czerwonych flag.
Empatia sprawia, że widzisz je bardzo wcześnie — ale jednocześnie widzisz też czyjś ból, historię, mechanizmy obronne, pęknięcia pod agresją. I wtedy pojawia się to zdanie, które zna tak wiele wrażliwych osób:
„Może on / ona po prostu tak reaguje, bo ma za sobą trudne doświadczenia…”
Empatyczni nie zostają w relacjach, bo nie widzą problemu.
Zostają, bo widzą CAŁEGO człowieka, nie tylko jego zachowanie.
Empatia to nie naiwność. To wysoka inteligencja emocjonalna.
Empatia to zdolność odczytywania napięć w polu, mikroreakcji w ciele, zmian tonu, spojrzeń, energii między słowami. To umiejętność czucia, że coś jest nie tak, zanim jeszcze wydarzy się „coś konkretnego”.
I bardzo często ciało empatycznej osoby wie wcześniej niż umysł.
Pojawia się napięcie w brzuchu.
Ścisk w klatce.
Niespokojny sen.
Potrzeba wycofania się.
Ale wtedy wchodzi druga strona empatii: skłonność do racjonalizowania.
„To pewnie stres.”
„Może ja jestem przewrażliwiona.”
„Może to ja źle to odbieram.”
I tak zaczyna się moment, w którym empatia — zamiast być kompasem — zostaje użyta przeciwko sobie.
Dlaczego empatyczni zostają dłużej?
Nie dlatego, że są słabi.
Ale dlatego, że:
• potrafią widzieć potencjał, a nie tylko aktualny stan
• rozumieją mechanizmy obronne innych
• wierzą w proces, rozwój, uzdrawianie
• długo dają „kredyt zaufania”.
Empatyczni często nie pytają:
„Czy to jest dla mnie dobre?”
tylko:
„Dlaczego ta osoba tak reaguje?”
I to jest piękne. Ale tylko do momentu, gdy nie zaczyna kosztować zdrowia, spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Empatia bez granic staje się powolnym znikaniem siebie.
To, czego empatyczne osoby muszą się nauczyć — i uczą się często bardzo boleśnie — to że rozumienie nie jest równoznaczne z pozostawaniem w relacji.
Można rozumieć czyjąś historię i jednocześnie nie zgadzać się na bycie jej kolejnym polem bitwy.
Można widzieć cudze rany i jednocześnie nie brać ich na swoje ciało.
Bo empatia nie polega na tym, żeby zamieniać się w system podtrzymywania cudzej niestabilności.
Prawdziwa siła empatycznej osoby zaczyna się w chwili, gdy wybiera siebie.
Moment, w którym empatyczna osoba odchodzi, jest często błędnie interpretowany.
Jako chłód.
Jako brak serca.
Jako „znikąd”.
A to jest zwykle moment, w którym:
• ciało powiedziało już „dość”
• granice były przekraczane zbyt długo
• tłumaczenie przestało działać
• miłość do siebie zaczęła ważyć więcej niż współczucie dla drugiego.
Empatyczni nie odchodzą impulsywnie. Oni odchodzą wtedy, gdy wewnętrzny alarm dzwonił już zbyt długo bez odpowiedzi. Empatia to dar. Ale tylko wtedy, gdy nie jest używana przeciwko sobie. Empatia nie jest słabością. Jest formą wysokiej wrażliwości systemu nerwowego. Jest zdolnością widzenia więcej.
Czucia głębiej.
Rozumienia szerzej.
Ale bez granic staje się drogą do utraty siebie.
Dlatego najważniejszą lekcją empatycznej osoby nie jest nauczyć się kochać.
Tego ona zwykle umie aż nadto. Najważniejszą lekcją jest nauczyć się odchodzić, gdy miłość zaczyna ranić.

Empatia nie sprawia, że dajesz się krzywdzić. Sprawia, że dłużej wierzysz, że ktoś może się zmienić.
Ale w pewnym momencie miłość do siebie musi stać się ważniejsza niż nadzieja na cudzą przemianę.