Ten poniedziałek przynosi temat, który długo czekał, by wybrzmieć.
Temat delikatny, głęboki, kontrowersyjny – i jednocześnie niezwykle prawdziwy.
Po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Medyczne Psychodeliki” poczułam, że to jest dokładnie ta przestrzeń,
o której piszę w Złodziejach Światła: przestrzeń pamięci ciała, przerwanych pożegnań, i tego, jak bardzo boimy się spotkać z prawdą, która żyje w nas od dzieciństwa.
Co pokazują Medyczne Psychodeliki?
Film nie jest ani zachętą, ani ostrzeżeniem. Jest lustrem. Pokazuje ludzi, którzy wchodzą w procesy lecznicze nie dlatego, że szukają „doświadczeń”, ale dlatego, że noszą w sobie coś, czego nie potrafią inaczej dotknąć.
Pokazuje:
✦ Mężczyznę z atakami cluster – atakami tak intensywnymi, że nie sposób ich porównać do żadnego znanego bólu. Bólu, który zamienia ciało w przestrzeń agonii, i który – jak mówią jego żona i on sam – potrafi zniszczyć całe życie rodzinne, gdy nie ma dostępu do wsparcia.
✦ Osobę dorosłą, która jako dwunastolatka nie miała możliwości pożegnania – i dopiero podczas procesu terapeutycznego zobaczyła, że to jedno zatrzymane pożegnanie stało się osią całego jej dorosłego życia.
Wpływało na związki, decyzje, wybory, emocje – a ona przez lata nie wiedziała, dlaczego.
✦ Zderzenie tego, co lecznicze, z tym, co „legalne”
Film bardzo subtelnie pokazuje paradoks współczesności: substancje o potwierdzonym działaniu terapeutycznym są zepchnięte do strefy tabu, a substancja o jednym z najsilniejszych neurotoksycznych efektów na ludzki mózg… jest legalna, promowana i obecna wszędzie.
To jest dokładnie to, o czym pisałam w książce Złodzieje Światła — rozdział o eliksirze zapomnienia, który zamiast uzdrawiać, odcina nas od siebie.
Dlaczego ten film poruszył tak wiele we mnie?
Bo ja też znam to doświadczenie. I wiem, co to znaczy, kiedy ciało niesie pamięć, której umysł nie potrafi wyrazić.
Rok temu, podczas zagranicznego wyjazdu, w bezpiecznych warunkach, doświadczyłam procesu, który pozwolił mi pożegnać relację z czasu, gdy miałam dwadzieścia lat. Relację, która przez dwie dekady była jak zaciśnięty w ciele węzeł. Dopiero tam zobaczyłam, jak wiele próbowałam „rozumieć”, zamiast „poczuć”.
Jak wiele lat ciało mówiło za mnie.
Dlatego nie dziwię się ludziom z tego filmu.
Nie dziwię się ich emocjom, łzom, ani temu „wreszcie”.
Czego tak naprawdę dotyczy ten dokument?
Nie substancji.
Nie kontrowersji.
Nie polityki.
Dotyczy prawdy, która jest tak prosta, że aż przerażająca:
- Nie można żyć pełnią życia, jeśli w ciele nadal mieszkają przerwane pożegnania.
- Nie można tworzyć dobrych relacji, jeśli emocjonalna przeszłość nie została nazwana.
- Nie można stawać się dorosłym, jeśli dziecko w środku nadal czeka na słowo „żegnaj”.
I dokładnie dlatego ten temat jest częścią Złodziejskich Poniedziałków. Bo to nie jest „kolejny film”.
To jest kolejne lustro, które przyszło, by dotknąć tego, co jeszcze czeka na uzdrowienie.
